Cała "afera Kataryny" pokazała nam prawdziwe oblicza pracowników mediów. Krasowski mówi o szantażu jako sposobie pozyskiwania informacji, Karnowski przeprowadza wywiad z Azraelem a Król posuwa się jeszcze dalej.
W swoim tekście w dziale Opinie na dziennik.pl pisze:
"Nie chciałbym nikogo obrażać, ale odnoszę wrażenie, że blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno. Bo jedni mają opinie, inni - wyrobione jedynie ich zalążki, a pozostali - nie mają ich wcale. Nawet wytrawni dziennikarze, kiedy piszą bloga, często traktują go jak lżejszą formę swojej pracy i nie wysilają się tak, jakby przygotowali tekst do druku."
Czyli sprawa jest jasna. Idiotyczna jest platforma pozwalająca każdemu na prezentowaniu swoich opinii czy poglądów. Wg. prof. Króla dopuszczeni do tego powinni być tylko Ci którzy te opinie mają wyrobione. Tylko jak to sprawdzić? Nawet ten który ma "zalążek opinii" uważa, że wie co mówi więc jak redaktor chciałby to kontrolować?
Oczywiście uprawnieni do wygłaszania opinii są "wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze". Warto zwrócić uwagę na podkreślone przeze mnie słowo "prawdziwi". Otóż blogerzy nie są "prawdziwi", nie są "fo real" są tylko bytami wirtualnymi i do tego anonimowymi. Więc nie mają prawa głosu, mimo, że często jakością swoich tekstów przewyższają tych "prawdziwch". Tych, którym wystarczy dyplom dziennikarstwa (żeby chociaż to!) z jakiejś podrzędnej uczelni w Wypidźiewie Górnym i wierszówka w którejś z naszej "gazet", by stać się głosem w życiu publicznym. Abstrahując oczywiście od ich warsztatu pracy i poziomu intelektualnego. Liczy się bumaga.
"Anonimowość pozwala ludziom na swobodę, która bywa niebezpieczna. Niegdyś wielu filozofów politycznych uważało, że tego rodzaju swobody powinny być ograniczone. ."
Jedyne niebezpieczeństwo to demaskowanie zakłamania mediów i naszych "autorytetów". Nikt kto siedzi na piedestale i spogląda na "hołotę" nie chce by wytykano mu, że jest z tej samej gliny, popełnia te same błędy. Dziennikarze żyjąc w swoim zamkniętym, zatęchłym świecie i nie chcą powiewu świeżego powietrza bo wiedzą, że ten powiew może zamienić się w huragan który zdmuchnie ich ze sceny.
"Nie jestem zwolennikiem tego, by każdy mógł wyrażać swoją opinię publiczne w sposób nieograniczenie swobodny. Nawet gdy do redakcji – i to każdej, jaką znam – przychodzą listy, ta nie decyduje się na publikację najgłupszych z nich, a wybiera najbardziej interesujące. Dlaczego? Po prostu dlatego, że sfera publiczna to nie śmietnik."
I tu dochodzimy do sedna. Redaktor Król pokazuje swoje prawdziwe intencje: trzeba coś z tym zrobić! To oburzające by ktoś tam sobie coś w Internecie pisał bez kontroli! Oczywiście, prof. Król nie mówi wprost, że chce ustanowienia jakiegoś Urzędu ds. Cenzury ale daje znać, że blogowanie jest czymś nieczystym bo nie podlegającym kontroli.
Nie zauważa tylko, że NIE MUSI czytać tych wszystkich blogów. Tzn. zauważa ale nie pisze o tym. Bo te blogi tak naprawdę nie mącą jemu w głowie bo ich nie czyta. One "mącą" w głowach społeczeństwu. I tego boją się "prawdziwi dziennikarze".
http://www.dziennik.pl/opinie/article385224/Krol_Internet_to_nie_smietnik.html



To jakieś horrendum, może przekłamali coś w Dzienniku ?
Miałby Król publicznie wygłaszać poglądy jak z jakichś kazań Stalina na komunistycznych zjazdach ? A może Król zwariował ?